Jedzenie cudem jest! … czyli o tym, że dbanie o ciało wpisuje się w ideę „ kobieta jest cudem”

Właśnie skończyłam rozmowę z Anettą. Oczywiście przez telefon i oczywiście nie była to rozmowa krótka. „Czy uda nam się kiedyś porozmawiać tylko na konkretny temat, z powodu którego do siebie dzwonimy?! Nie to, że nie lubię tych naszych rozmów, ale znowu gadamy godzinę” -to moje słowa. Ale jak tu gadać krócej? Tym bardziej, że rzecz dotyczy Joginek na wyjeździe, na którym było oprócz spraw tak oczywistych jak Joga, PYSZNE JEDZENIE? I mimo, że wyobrażenie o typowej Jogince to eteryczna trzcinka żywiąca się światłem, to te Joginki zmiotły wszystko ze stołu. Co do ostatniego okruszka! Lub jak wolicie do ostatniej porcji zapiekanki ziemniaczanej! Zaintrygowałam Was? To dobrze! Bo JEDZENIE jest intrygujące…

Nasze warsztaty KOBIETA JEST CUDEM składają się z 3 modułów: C- ciało, U- umysł, D- dusza. Jeśli zastanawiacie się teraz, która część jest najważniejsza, robicie to niepotrzebnie. Bo to jest CAŁOŚĆ. Każda z tych części jest o czym innym, ale równie ważna! Umysł nie będzie dobrze pracował bez zdrowego ciała, a i dusza potrzebuje solidnego lokum.

„Jesteś tym co jesz”- pewnie nie raz to słyszałaś? Frazes? Banał? Nie! I tak jak wyobrażenie Joginki jako eterycznej trzcinki żywiącej się światłem jest nieprawdziwe, to to jest najprawdziwsza prawda!

Zachęcam Was do przyjrzenia się swojemu ciału. Nie chodzi mi o jego wygląd, ale o jego samopoczucie, o to, jak funkcjonuje. Czy wysyła Wam jakieś sygnały? Coś boli? Nie działa tak jak trzeba? Nie macie rano siły wstać z łóżka? Czy Wy w ogóle słuchacie swojego ciała? I nie chodzi mi o ten nierzadki krzyk rozpaczy o czekoladę czy lody…Czy Wy szanujecie swoje ciało? Czy jesteście za nie wdzięczne?

Szanować ciało to tyle co dobrze je karmi. Jedzenie- jedna z większych przyjemności w życiu, nawet eterycznych Joginek. O jedzeniu mogę mówić bez końca. Mogę pisać poematy! Kocham jeść i kocham ludzi, którzy kochają jeść! Zakładam z góry, słusznie zresztą, że oni nie mogą być źli.

Również całkiem nieźle gotuję. Choć początki nie były łatwe, a czasami nawet tragiczne, lub raczej tragikomiczne! Aby przybliżyć Was do dramatycznego początku wspomnę chociażby mój pamiętny ROSÓŁ.
Mieli przyjść do nas Teściowie na uroczysty obiad w nowym domu. I właśnie tego dnia rosół wyszedł mi tragiczny- woda, bez smaku, no i bez ani jednego oczka! Rozumiecie? Rosół bez oczek?! I Teściowie…I ja, chcąc ratować swój honor dolałam do tego rosołu oliwy… Oczka były, a jak! Ale jeszcze większe oczka mieli Teściowie jedząc ten rosół! Oczy wielkie jak 5 zł.!

Za to teraz…jestem mistrzynią gara i patelni! Eksperymentuję, zmieniam przepisy, ba, nawet sama je tworzę! Najlepsze to są właśnie takie przepisy bez przepisu- np z resztek. Kuchnia ZERO WASTE. I modnie, i tanio, i ekologicznie. I najlepiej wegetariańsko!

Tyle, że nie o modę tu chodzi. Chodzi o nasze ZDROWIE! Nasze CIAŁO. Propagujemy z Anettą kuchnie wegetariańską lub namawiamy do chociaż ograniczenie mięsa. Nie jest Ci łatwo? Zacznij od tego, że nie zjesz mięsa codziennie. A potem tylko dwa razy w tygodniu. A potem raz. A potem może zrezygnujesz z niego całkowicie?

Wegetarianizm albo raczej fleksitarianizm nie jest nowym wynalazkiem. Powiedziałabym, że raczej powrotem do korzeni. Nasi przodkowie rzadko jadali mięso. Podstawę ich wyżywienia stanowiły produkty pochodzenia roślinnego. Poza tym samo pozyskiwanie mięsa było wówczas trudne, bo trzeba było je sobie złapa. Upolowa
. A potem zabi.

Dzisiejsze pozyskiwanie mięsa jest niehumanitarne. W skali przemysłowej ma wpływ na niszczenie środowiska. Mięso jest tańsze niż warzywa i owoce. Bardzo kiepskiej jakości. Często pełne antybiotyków i po prostu niesmaczne. Dodatkowo jest bardzo długo trawione przez nasz organizm.
Moje CIAŁO zasługuje na coś lepszego! W końcu ma mi służyć do końca życia . Muszę o nie dba.
Dlatego w mojej diecie jest tak dużo warzyw i owoców, kasz, zbóż, a nabiał staram się zastępować np przetworami z orzechów. Dzisiaj jest tak ogromny wybór, ze niczego mi nie brakuje. Częstym zarzutem w stosunku do wegetarianizmu jest monotonia. Nie zgadzam się z tym. Jedzą SEZONOWO I LOKALNIE nudy nie zaznasz!

Za oknem jesień. A na straganach ostatnie pomidory i ogórki, papryka, kalafiory i brokuły, kapusta, brukselki, cukinie i bakłażany , dynie, jarmuż, a do tego wszystkie warzywa korzenne- buraki, marchew, pietrucha. Ach…pure z pietruszki- słodkawe i lekko orzechowe…mniam… Do tego owoce- teraz czas śliwek, gruszek, jabłek, ostatnich borówek i malin. A jeszcze orzechy, grzyby, miody…Mało? A to tylko jesień…

„Ale zimą bieda”- tak powiecie. Zima to dla mnie czas kiszonek. Zakwas z buraków. Kiszona kapusta i ogórki. Kiszone kalafiory, pomidory, śliwki… bo kisić można wszystko! A jakie to zdrowe! A jakie pyszne! Wasze jelita z pewnością Wam podziękują. Z owocami gorzej, ale mamy wciąż pyszne jabłka no i przetwory i mrożonki! Nie ma lepszego dżemu truskawkowego niż mój własny! Odpowiednio słodki i lekko kwaskowy…

Moje ciało odwdzięczy mi się za to wszystko! Będzie mi długo i dobrze służy
. Dusza będzie miała solidny dom. A umysł przejrzystość myślenia.

A co z tym wszystkim wspólnego mają Joginki? Bardzo wiele. One lubią dobrze zjeść. Stoły zostały puste, gospodyni zadowolona, dusza jednych i drugich jakby szczęśliwsza…Może jedynie gospodyni była dodatkowo zdziwiona…wszak Joginki zjadły na raz, to co było na dwa…co do ostatniego okruszka….do ostatniej porcji zapiekanki ziemniaczanej…ale jak mogło być inaczej? Wszystko było pyszne. Zaskakujące. A fasolka szparagowa intrygująca! Zrobiłam ją sobie i ja według następującego przepisu:

Fasolkę szparagową (u mnie zielona) ugotować w osolonej wodzie Al dente. Ostudzi

Przyrządzić magiczny sos:

  • trochę oliwy
  • trochę musztardy ( może być francuska)
  • trochę miodu lub innego słodkiego syropu ( połowę mniej niż innych składników)
  • 2-3 ząbki czosnku ( najlepiej rozgnieść nożem z odrobiną cukru, a uwolni swój cały aromat)
    Wystudzoną fasolkę wymieszać z sosem, najlepiej rękoma z czułością i delikatnością, aby każdy strączek doznał rozkosznego smaku sosu. Na konie posypać obficie posiekaną natką pietruszki.
    Podawać jako dodatek lub jako solowe danie, na co w pełni zasługuje!

Czyż nie leci Wam ślinka? Czyż jedzenie nie jest intrygujące i CUDOWNE? Pewnie Wasze CIAŁO już daje Wam sygnały. Już Wam odpowiada. Nauczcie się go słucha. I traktować z szacunkiem. Na zdrowie!

Więcej przepisów znajdziesz w książce „ Jadłonomia” i na blogu o tej samej nazwie. Może czasem i ja zamieszczę jakiś autorski przepis. Taki wiecie, z resztek…

Leave a Reply